29 maja 2013

Bento do pracy :)


U góry: marchewka + seler + kalarepa = marynowane przez noc w czosnku i pieprzu. 
Na dole: brązowy ryż z jajkiem i pietruszką, uprzednio ugotowany z dodatkiem świeżego lubczyku. 


22 maja 2013

Zupa oliwkowa i sałatka z rukolą


Nie było ostatnio czasu na gotowanie, dlatego wszystko w pośpiechu i na łapu capu (jak to u mnie zwykła mówić babcia). Z tej gonitwy wyszła zupa oliwkowa:

Potrzebujemy:

- ser mascarpone
- słoiczek oliwek (bez nadzienia)
- oliwę
- bulion warzywny
- małą cebulkę
- pieprz biały, sól, bazylię

Cebulkę siekamy i rumienimy na oliwie. Następnie miksujemy z oliwkami tak by powstała możliwie gładka masa. Cebulowo-oliwkową pastę wrzucamy do bulionu, który już nam się podgrzewa. Dodajemy ser. Wydaje się, że całe opakowanie (około 250 gramów) to będzie dużo, ale ku naszemu zaskoczeniu okazuje się, że nie :) Wszystko mieszamy do rozpuszczenia sera. Na koniec doprawiamy sporą ilością pieprzu, bazylią i odrobiną soli.


Natomiast sałatka prezentuje się jeszcze szybciej:

- opakowanie rukoli
- kilka oliwek
- pół małej cebuli
- 2 łyżki słonecznika i 1 łyżka sezamu
- soczewica zielona
- pieprz biały, sól

Przyznaję się, że ja użyłam soczewicy z puszki. Jeśli takiej nie macie lub nie lubicie – pozostaje ugotowanie własnej (Zużyłam puszkę więc ugotować trzeba będzie około pół szklanki suchej).

Rukola nie wymaga podcinania czy siekania dlatego jest takim wdzięcznym sałatkowym dodatkiem. Wrzucamy ją do miski! Pokrojone oliwki i cebulkę, w bardzo drobne piórka, również. Soczewicę dobrze odsączamy, a taką ugotowaną, dodatkowo, całkowicie studzimy. Ziarna sezamu i słonecznika prażymy na suchej patelni i przestudzone także dodajemy do reszty. Całość wystarczy jeszcze polać odrobiną oliwy i doprawić. I już – gotowe :) 

7 kwietnia 2013

Filozofia tworzenia pierogów


Miałyśmy okazję uczestniczyć z Hunter w warsztatach w restauracji Teremok – wschodniej pierogarni. Przyznajemy, że przechodząc Piotrkowską koło numeru 36 zastanawiałyśmy się kilkakrotnie czy nie powinnyśmy tam wstąpić. Po spotkaniu zgodnie stwierdzamy, że zdecydowanie za długo zwlekałyśmy z pierwszymi odwiedzinami!








Teremok to miejsce tworzone z miłością i pasją. Pan Jurij z ogromnym zapałem opowiadał historię regionu z którego pochodzi, a także zdradzaj tajniki wschodniej kuchni. Oprócz podarowanego przepisu na przepyszne bliny z delikatnego drożdżowego ciasta i rosyjskie pirożki (tak, to poprawna pisownia :) z ziemniakami lub mięsem (wtedy nazywane bielaszy) – mogłyśmy zobaczyć cały proces powstawania. Dla bardziej odważnych była możliwość spróbowania własnoręcznego sklejenia takiego zawijasa. Wszystko w domowej atmosferze (dosłownie, bo biznes tworzony jest przez rodzinę pana Jurija)  i przy akompaniamencie rewelacyjnej herbaty.




Teremok ląduje na liście stale odwiedzanych przez nas miejsc, między innymi także dzięki cenom, które są bardzo przychylne studenckiej kieszeni. To smaki, do których aż chce się wracać! :) 

6 kwietnia 2013

Ostre babeczki - kukurydziane muffiny!


Jak wiadomo, Hunter nie przepada za słodyczami. Wafelkowe cytrynowe (czyli zwykłe wafelki cytrynowe) są w stanie zaspokoić wszystkie jej pragnienia w tym zakresie. Nie ukrywam, że jest to dla mnie TRUDNE, bo chętnie zjadłabym ciasto, albo ciasteczka… albo babeczki. Tylko jaki sens ma pieczenie dla siebie samej? Jak będę wyglądać, kiedy wsunę całą blachę ciasta?

Poszłam na ugodę. W naszym domu rozpoczęła się nowa era. Słono-ostrych wypieków. Dzisiaj rządziły muffiny kukurydziano-serowe. Przepis jest nieziemsko prosty i zapewniam, że wyjdzie każdemu.


Przygotowujemy dwie miski, w jednej pomieszamy składniki suche (A), w drugiej mokre (B).

Miska A:
- szklanka mąki*
- łyżeczka soli
- łyżeczka proszku do pieczenia

Miska B:
- pół szklanki mleka/maślanki/kefiru/zsiadłego mleka/jogurtu
- 1/3 szklanki oliwy/oleju
- jajko

Mieszamy składniki w obu miskach, by po późniejszym połączeniu wszystko rozprowadziło się równomiernie. Do miski B dodajemy zawartość miski A. Jest jedna ważna zasada podczas mieszania ciasta na muffiny, nie robimy tego perfekcyjnie. Masa nie musi być idealnie gładka!

Do naszej bazy dodajemy dodatki. Myślę, że rozsądną ilością jest szklanka. U nas był to dzisiaj ser i kukurydza konserwowa. 



Kilka dodatkowych inspiracji:

~ brokuły (w drobnych kawałkach, lekko podgotowane) + ser,
~ szpinak + czosnek + ser
~ mozzarella + suszone pomidorki z zalewy + bazylia
~ świeże pomidory + ser feta
~ szynka + kukurydza

Co tylko przyjdzie Wam do głowy! :)

Wypełniamy foremki (nigdy nie do samego brzegu, bo ciasto urośnie) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Jeśli mamy foremki  o średnicy 4cm to wystarczy 20minut, my miałyśmy 6cm dlatego piekłam o 5 minut dłużej.

* Dowolnej - żytniej, pszennej, kukurydzianej (my użyłyśmy właśnie tej). Można np. dać pół szklanki pszennej i pół żytniej, mieszać i kombinować. 

1 kwietnia 2013

Kłamliwa ryba po grecku


Wszyscy szaleją z pomysłami na jajka w każdej postaci. Wyszukują przepisy na najmniejsze babki i chlebki do koszyczka. Lepią cukrowe baranki i marcepanowe kurczaczki. Dlatego my w tym roku, zupełnie inaczej zabrałyśmy się do tematu. Po długim czasie niepewności (co do smaku) i wahań zdecydowałyśmy się zrobić rybę po grecku. Ekhm… wegetariańską rybę po grecku! Brzmi nieprawdopodobnie, prawda? Jak się okazuje jest smaczna i bardzo prosta. Ktoś się odważy?


Bazowałyśmy na przepisie z Puszki.

Składniki (ilość zależy od naczynia w którym będziecie układać), u nas wyszło tak:

- 27 kotletów sojowych (to jakieś dwa opakowania)
- 6 dorodnych marchewek
- 2 pietruszki
- 2 cebule
- średni seler
- koncentrat pomidorowy
- mąka do obtoczenia kotletów (u nas kukurydziana i razowa)
- oliwa/olej do smażenia




Warzywa ścieramy na tarce. Smażymy na cebulce, kiedy całość zmięknie dodajemy  szklankę (do dwóch maksymalnie) bulionu, jeśli nie mamy możliwości dodania wywaru wlejmy wodę. Następnie dorzucamy koncentratu i doprawiamy do smaku, solą i pieprzem. 

Nasze kotleciki gotujemy według przepisu na opakowaniu, obtaczamy w mące (lub bułce tartej) i smażymy. Układając warstwy zaczynamy od warzyw i na nich kończymy. Warto dodać przynajmniej cześć soku, który puściły warzywa – zawartość naszej brytfanki nie będzie wtedy sucha.

To byłoby na tyle :) można jeść! Chociaż najlepsze jest na następny dzień. 

20 marca 2013

Soczyste steki z...

Chociaż z wyglądu nieco przypominają prawdziwe steki nie są zrobione z mięsa, a z buraczków. Włożone do bento budziły zdziwienie. Jednak co do ich smaku nie można polemizować – jest genialny :) Przekonały nawet niewegetariańskich znajomych, którzy wpadli ostatnio na obiad


Składniki:

500-600g buraków
1 jajko
1 duża cebula
3-4 łyżki ziaren słonecznika


Buraki obieramy i gotujemy do miękkości. Następnie ścieramy (na dużych oczkach) i łączymy z (drobno posiekaną) podsmażoną cebulką. 


Wbijamy jedno jajko. Jeśli nasza masa jest zbyt rzadka i widać, że ciężko będzie uformować kotlety możemy dodać kilka łyżek kaszy manny, namoczonych płatków owsianych, otrąb bądź bułki tartej. Opcji, jak widać, jest wiele – do zagęszczenia nada się też zwykła mąka. Jedną z tych rzeczy każdy z nas na pewno ma w kuchni. Ziarna słonecznika przed dodaniem musimy uprażyć (na suchej patelni, do lekkiego zarumienienia). Przyprawiamy wszystko solą i pieprzem.  Oraz, jeżeli mamy ochotę, natką pietruszki lub innymi ziołami, wedle uznania.

Formujemy kotlety, obtaczamy w bułce tartej i smażymy. Po ugotowaniu buraków pozostanie nam barszcz, wystarczy więc dokleić uszka i będziemy mieli pierwsze danie naszej buraczanej uczty :)


13 marca 2013

Kofta, złość i łzy...

Każdemu zdarza się niekiedy, że wykipi mleko, ciasto opadnie, albo coś się przypali. Teraz padło na mnie. Gdyby ktoś powiedział mi jak skończy się dzisiejsze gotowanie od razu zajęłabym się czymś innym i do kuchni nawet nie wchodziła.


Od jakiegoś czasu chciałam spróbować przygotować coś na kształt kofty. Rozglądałam się po innych blogach, jakie są sposoby na spolszczoną (prostszą) wersję i zabrałam się za mieszanie w garach.

Wszystko było dobrze do momentu smażenia kuleczek. Po chwili kąpieli zaczęły przywierać do dna, rozpadać, a na powierzchni pojawił się gęsty dywan z koftowych farfocli. Byłam tak wściekła, że najzwyczajniej w świecie rozpłakałam się nad kuchenką... Hunter próbowała mnie uspokoić, a to doprowadziło do jeszcze większego szlochu. 


Zdarzyło się Wam kiedyś dojść do kresu wytrzymałości podczas gotowania? Jak dużo emocji wkładacie w swoje pichcenie i jeśli coś się nie udaje jak odreagowujecie? Byłabym też ciekawa czy macie jakieś pomysły - dlaczego kofta tak tragicznie zachowała się podczas gotowania. 

W składzie jest ser, mąka kukurydziana i ziemniaki! Oleju było wystarczająco dużo by kulki mogły pływać. 

3 marca 2013

Bento w podróży

Jakoś tak się zawsze składa, że bento na blogu pojawia się w weekend :) tym razem będzie towarzyszem w podróży pociągiem. 


Roladka szpinakowa z serem pleśniowym, pierogi od babci i mini kanapki z kiełkami, które ostatnio królują w naszej kuchni :) 

Miłego weekendu kochani! 

19 lutego 2013

Jednodniowa restauracja w Miejskiej Kuchni Roślinnej


Czy marzyło się Wam otworzyć kiedyś własną restaurację? Dzięki pewnej inicjatywie teraz jest to możliwe. Pewnie część z Was wie już o czym piszemy. Restaurant Day, bo tak nazywa się całość tego przedsięwzięcia, polega na zrzeszaniu ludzi, którzy na jeden dzień przemieniają swoje mieszkania, pracownie czy garaże w restaurację. To co podacie, jak będzie to wyglądało i jaki będzie temat przewodni całości – wszystko zależy od Was.

Byłyśmy w takiej jednodniowej restauracji. Chociaż najwięcej chętnych zarejestrowało się jak do tej pory z Poznania, Łódź też nie próżnuje. Tym razem wydarzenie organizowała Miejsca Kuchnia Roślinna. Wszystkie podawane dania były wegańskie.

Miałyśmy okazję spróbować: 

makrobiotycznego roślinnego sushi i chipsów z jarmużu

ciasta kokosowo-owsianego 

frytek z brukwi, placków z kaszy jaglanej i marchwi oraz ryżu z amarantusem
Choć bardzo kusi nas możliwość spełnienia takiego swojego małego marzenia miałyśmy okazję podpatrzeć jakiego ogromu pracy i zaangażowania wymaga tego typu wydarzenie. Mielibyście pomysł na motyw przewodni swojego menu? :) 


Jeśli jesteście ciekawi czy w Waszej okolicy organizowane są podobne wydarzenia odsyłamy na: stronę Restaurant Day 

15 lutego 2013

Dwukolorowe kopytka!


Dokładnie tak samo jak w życiu, każdy w kuchni ma swoje przyzwyczajenia, sposób poruszania się, ulubione przyprawy, nóż czy łyżkę. W tej kwestii różnimy się z Hunter kompletnie, a to niekiedy prowadzi do małych sporów. Ostatecznie wszystkie niesnaski łagodzi wspólny posiłek :)


Dzisiaj, wykorzystując wolny dzień, postanowiłyśmy trochę pobawić się w kuchni. Zamiast zwykłych kopytek zrobiłyśmy dwie kolorowe opcje. Hunter zajmowała się zielonymi, a ja pomarańczowymi. Żadnych wspólnych decyzji, żadnych konsultacji! Począwszy od ciasta, przez sposób jego zagniatania i dodanych przypraw - niemal wszystko robiłyśmy zupełnie inaczej :)

Składniki/proporcje: 
(każda dodawała swoje wedle uznania, więc podajemy uśrednioną wersję)

- ok 0,5 kg ziemniaków
- 3/4 szklanki mąki
- 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
- jajko

+ do zielonych:  3/4 szklanki szpinaku, rozdrobnionego i odparowanego z nadmiaru wody
+ do pomarańczowych: 1,5 startej na drobnych oczkach marchwi

Ugotowane i ostudzone ziemniaki rozdrabniamy, łączymy z jajkiem, mąką i wybranym dodatkiem. Zagniatamy ciasto mając na uwadze przebiegłość takiej masy i fakt, że potrafi wciągnąć nieograniczoną ilość mąki. Jednak jeśli dodamy jej zbyt dużo, kopytka będą później bardzo twarde.


Hunter do swojego szpinakowego ciasta dodała czosnku niedźwiedziego, soli, pieprzu i czubrycy (zielonej). Ja do marchewkowego oprócz soli i pieprzu - garam masala, curry i odrobinę papryki słodkiej.


Kluseczki gotujemy w osolonej wodzie i wyjmujemy chwilę po wypłynięciu. W dzisiejszym zestawie jest jeszcze sos koperkowy na bazie jogurtu naturalnego i odrobiny majonezu. Do tego pęczek świeżego, posiekanego koperku :)


Gdybyście mieli zrobić swoje dwukolorowe kluski – z jakimi byłyby dodatkami? W jakich kolorach? 

8 lutego 2013

Kukurydziana - kasza z potencjałem!

Dlaczego z potencjałem? A już tłumaczę :) Sporo witamin z grupy B i witamina A. Oprócz tego magnez, selen czy potas. Można przyrządzić na słodko, na ostro. Odpowiednio ugotowana nadaje się do wykrawania wzorów, formowania kształtów. Może też być dodatkiem do zupy, placków czy zapiekanek. Jest dobrze tolerowana przez osoby na diecie bezglutenowej i dzieci. Już niewielkie porcje dają uczucie sytości. Czego chcieć więcej?


Mój dzisiejszy sposób na kaszę kukurydzianą miał być możliwie najszybszy. Gdyby ktoś miał ochotę spróbować, podaję "przepis": 

Na rozgrzaną oliwę wrzucamy pokrojoną cebulę i paprykę. Czekamy aż trochę się podsmażą. Następnie dorzucamy kukurydzę, cieciorę i pomidora. Jeśli ktoś ma ochotę - myślę, że dobrze sprawdzi się też groszek, lekko podgotowana marchewka w talarkach albo fasolka szparagowa. 

Warzywa przyprawiamy solą, curry, garam masala i ostrą papryką. Przynajmniej taki był mój wybór, bo w tej kwestii też można szaleć - kurkuma, imbir, czosnek itd. Na patelnię wlewamy 2 niepełne miarki wody na jedną pełną miarkę kaszy i gotujemy, aż ta napęcznieje (około 10 minut, na wolnym ogniu). 

A jaki Wy odkryliście potencjał drzemiący w kaszy kukurydzianej? Czy może w ogóle nie używacie jej w kuchni? :)

5 lutego 2013

Pieczarkowe kotleciki z płatków owsianych


Kilka osób pytało jak przygotowujemy kotleciki, które pojawiły się w weekendowym bento. Niezaprzeczalną prawdą jest to, że niekwestionowaną królową bezmięsnych kotlecików jest Hunter. Co rusz wymyśla nowe przepisy lub ulepsza te znalezione w Internecie. Z wielu opcji jakich miałam okazję próbować na prowadzenie wysuwają się te z płatków owsianych z pieczarkami. Zatem, podajemy przepis: 

- 2 szklanki płatków owsianych, 
- 2-3 średnie ziemniaki, 
- 0,5kg pieczarek, 
- 0,5 szklanki otrębów, 
- cebula.


Płatki namaczamy w wodzie (dobrze sprawdza się też mleko, kefir, jogurt czy maślanka). Ziemniaki gotujemy do miękkości, nie trzeba ich solić – wszystko doprawimy później. Pieczarki kroimy drobno i podsmażamy na cebulce, również drobno posiekanej. 


Wszystkie składniki wkładamy do jednego naczynia i (najlepiej ręką) mieszamy, tak by rozgnieść ziemniaki i wszystko dobrze połączyć. Nasza masa powinna być zwarta, ale nie za sucha, bo kotleciki rozpadną się podczas smażenia (konsystencją przypomina mielone). Doprawiamy ją solą i pieprzem. Osobiście polecam też posiekaną natkę pietruszki. 


Formujemy zgrabne kotleciki, które obtaczamy w bułce tartej. Pozostaje tylko usmażyć je na złoty kolor i zajadać :) 

17 stycznia 2013

Jak smakuje Afryka?

Z czym kojarzy Wam się Afryka? Gdy się na tym chwilę zastanowiłam doszłyśmy z Hunter do wniosku, że skojarzenia te albo nie są zbyt pozytywne lub tez w ogóle ich nie ma (nie licząc safari). Sporo mówi się o kulturze Azji, USA czy nawet krajów skandynawskich. Ciężko uzasadnić dlaczego ta duża część świata jest zazwyczaj pomijana. 

Prawdopodobnie większość blogowiczów wie już, że jest w Łodzi miejsce, które pozwala odkryć nieco tajemnic czarnego lądu. Tym, którzy jeszcze nie mieli okazji przedstawiamy MEG MU. Naprawdę wyjątkowe miejsce na kulinarnej mapie tego miasta.

O smakach może za chwilę, bo warto wspomnieć o kilku innych rzeczach. Często bywa tak, że w restauracji coś szwankuje. Wystrój jest odpychający, obsługa pozostawia wiele do życzenia, ceny są za wysokie… można mnożyć. MEG MU powinno być dumne z obsługi gości i wystroju wnętrza, który jednocześnie nawiązuje do tematyki i jest przytulny. Menu choć niewielkie oferuje dania  w bardzo przystępnych cenach. Przy okazji można po prostu dobrze zaspokoić głód, posiedzieć ze znajomymi. Jest to miejsce dobre na szybki lunch jak i (nieco inny) niedzielny obiad, a przy chwili googlowania można dowiedzieć się także, że dzięki posiadaniu queercard/z metra bierz otrzymamy zniżki. 

Nam udało się spróbować: 

Cuscus: czyli kuskus z warzywami i suszoną śliwką. Tak naprawdę były tam też pestki dyni, słonecznika, żurawina czy rodzynki. (Mam nadzieje, że z czasem pojawi się w menu więcej pozycji dla wegetarian.) Tę polecam z czystym sumieniem i zwracam uwagę na porcję, która zadowoli nawet najgłodniejszego gościa. 


Mwambe: zupę z owoców palmy z suszonym sumem afrykańskim. Wyjątkową w swoim specyficznym smaku. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że posmakuje nawet osobom, które nie przepadają za rybami, bo w tej opcji nie dominuje ona całości. 


Mafe: wołowinę w sosie szpinakowym z masłem orzechowym – do wyboru z bananem afrykańskim lub patatami. Całkiem możliwe, że w Afryce nikogo nie zaskakują takie połączenia w kuchni. W Polsce zdecydowanie należą do odważnych! Delikatne mięso świetnie podkreślał "egzotyczny tercet smakowy"! ;) 


Daniem dnia był Afro Kurczak, którego też spróbowaliśmy.
Na koniec jeszcze Mikatu, które okazały się jednym ciekawszych deserów jakie jedliśmy. Dobrze wpasowują się w preferencje Polaków, bo pączki są przecież u nas bardzo popularne. Dodatek banana i masła orzechowego – jestem w niebie! 


Tak naprawdę ciężko porównać kuchnię Afryki do naszej polskiej, trudno znaleźć jakieś odpowiedniki czy podobne smaki. Nie ma tutaj niczego pospolitego, znanego naszym podniebieniom. Warto odwiedzić MEG MU i samemu przekonać się co mają do zaoferowania.  Może okazać się, że czarny ląd zarazi Was swoją magią smaku i w domu zaczniecie dociekać, szukać, próbować. To przykład restauracji prowadzonej z głową (pełną rozsądku i świetnych pomysłów). Gratulujemy!

Także amatorzy piwa znajdą dla siebie coś czego nie można kupić w supermarkecie.  
W rankingu próbowanych przez nas napojów wygrywa Malom (2) i Bisap (4)
PS Czekamy na kolejne zaskakujące propozycje w karcie i uprzedzamy, będziemy wpadać częściej! ;) 

14 stycznia 2013

Lekki krupniczek z kaszy manny

Rosół w niedzielę to chyba wciąż podstawowy posiłek większości polskich rodzin. Od ilu lat niezmiennie gości u Was w ostatni dzień tygodnia? W domu rodziców i dziadków na pewno była taka tradycja. A w poniedziałek pewnie była pomidorowa, co? ;)

Ja miałam wiele okresów załamania takim wyglądem swojej diety, ile można! Pewnego razu babcia zdradziła mi arcyprosty przepis, który urozmaicił nudę wywaru z kury. Krupniczek z manny, brzmi banalnie? Taki właśnie też jest.



Jedyne co wystarczy zrobić to ugotować bulion, lub wykorzystać już posiadany, i podczas gotowania zasypać go satysfakcjonującą ilością manny (ilość oceniam na 1/2 - 3/4 szklanki na ok 2l bulionu, u mnie jest warzywny). Należy robić to powoli, żeby nie pojawiły się grudki, chyba, że ktoś lubi :) I to koniec, prawda, że dziecinnie proste? Za to jakie smaczne! Gwarantuję, że przypadnie Wam do gustu. To również dobry sposób aby odczarować tę zupę, szczególnie maluchy powinny się ucieszyć.

Znaliście ten przepis? Ktoś odważy się wypróbować? (można sobie w osobnym garnuszku zrobić próbną porcję). Od siebie jeszcze mogę dodać, że lubię, kiedy zupa nie jest jeszcze bardzo gęsta ale już nie jest przezroczystym rosołem :)

Próbujcie i życzę smacznego, Hunter.

PS Mam nadzieję, że Veggy będzie ze mnie dumna, bo dodaję swoją pierwszą notkę absolutnie bez jej wiedzy! :)

13 stycznia 2013

Placki z serka wiejskiego czyli Hunter stawia warunki...


Jest u nas w domu taka mała zasada, którą wprowadziła Hunter - na śniadanie koniecznie musi być coś ciepłego. Tak oto, pewnego dnia, stanęłam przed wyzwaniem – co ugotować? Ile razy można jeść jajecznicę, omlet i tosty? Zaznaczam, że słodkie rzeczy jak racuchy czy naleśniki absolutnie odpadają. O kaszce czy owsiance nawet nie wspomnę. 


Jednym z niezawodnych rozwiązań okazały się placuszki zrobione z „serka z domkiem”. Na początku ograniczałam się do wersji podstawowej, później Hunter zaczęła kombinować i takim sposobem uzyskałyśmy mieszankę bazową, której można nadać nieograniczoną ilość smaków. 


Składniki: 

- serek z domkiem (inaczej serek wiejski granulowany/cottage cheese), 
- 1 jajko, 
- 3-4 łyżki mąki, 
- sól, pieprz, 
- zioła do wyboru 

To właściwie wszystkie składniki podstawowe. Teraz możemy szaleć z dodatkami, np.: 

- kukurydza, 
- papryka, 
- pomidor (w naszym wypadku pół), 
- cebula (u nas ćwiartka), 
- otręby (3 łyżki), 

- oliwki, 
- ser żółty, 
- pieczarki, 
- szczypiorek, 
- por 



Możliwości jest naprawdę mnóstwo, zarówno jeśli chodzi o składniki jak i przyprawy. Można zrobić wersję włoską z pomidorami i bazylią albo a la zapiekanka z serem i pieczarkami. Przygotowanie polega na wymieszaniu wybranych składników i pamiętaniu by masa nie była zbyt rzadka, bo ciężko będzie odwrócić placki na patelni.


Jak w bajce o księżniczce, wszystko dobrze się skończyło. Hunter ma na śniadanie dodatkową ciepłą opcję, a ja swoje mleczne i słodkie kaszki, owsianki czy racuchy jem wieczorami :) 

12 stycznia 2013

Weekendowe bento

Wstaliście? Ja musiałam, a tak dobrze leniuchuje się w sobotę. Na pocieszenie kolorowe bento: 


Ryż z wegetariańskim kotlecikiem produkcji Hunter. Jabłko, sałatka z kapusty, żółta i bordowa marchewka. Tak, to jest marchewka :) pokrojona w plastry łudząco przypomina buraki. Czasem uda mi się trafić na takie dziwactwa w supermarkecie - ciężko się wtedy oprzeć i zawsze kupuję! 

Życzymy udanej soboty!

10 stycznia 2013

Na polowaniu poza domem: wycieczka do Indii!

W życiu nie zgadniecie gdzie wczoraj byłyśmy z Hunter ;) udało nam się w środowe popołudnie polecieć prosto do Indii! Nasze Indie mieszczą się przy ul. Piotrkowskiej 88. Z zewnątrz wyglądają bardzo niepozornie. Za to przeżycia smakowe były warte grzechu obżarstwa, jaki popełniłyśmy.

W związku z tym, że opinie na temat lokalu, na które można natknąć się w Internecie są zarówno bardzo pozytywne jak i bardzo negatywne chcemy opowiedzieć się głośno po jednej ze stron :) Przed wizytą w IstanbulTajmahal miałyśmy okazję bywać w Ganeshu. Można powiedzieć, że jest to konkurencyjna pod względem tematycznym sieć restauracji indyjskich. Nasze wspomnienia z tamtych wizyt były… ostre (dosłownie!), ale zaliczałyśmy je do udanych. Dzisiaj jednak zgodnie stwierdziłyśmy, że kuchnia IstanbulTajmahal bardziej nas przekonuje. 

Widząc jak obszerne jest menu byłyśmy u progu ogromnego dylematu – co wybrać?! Zdecydowałyśmy się na dania tylko z pierwszej części menu czyli kuchni indyjskiej (restauracja oferuje kartę dań, która jest podzielona na indyjską i turecką). Ogromny wybór wegetariańskich potraw sprawia, że w starciu IstanbulTajmahal vs. Ganesh miażdżąca przewaga należy do pierwszego uczestnika. Indie to przecież miejsce, które słynie ze swoich nieograniczonych wegetariańskich możliwości – chyba najwyższy czas by Polacy zmienili swoje nastawienie i przekonali się, że można zjeść obiad, który jest sycący i pyszny, a nie ma w nim mięsa :) 

Na początek: Dla Veggy – methi paneer czyli grillowany ser paneer z kozieradką. Dla Hunter zaś por pia che czyli warzywne sajgonki z dodatkiem makaronu ryżowego i thai ban vermicelli sea food salad (tajska sałatka z owoców morza i makaronu ryżowego). Od razu powiem, że chociaż nigdy nie miałam okazji próbować sera paneer, takiego jaki na co dzień je się w Indiach, to ten w porównaniu z innymi jedzonymi w Polsce był zdecydowanie najlepszy. 


Niesamowity zielony kolor wyglądał bardzo egzotycznie, tak samo jak ciekawa forma podania. Kulinarny wstęp Hunter był nieco bardziej azjatycki, ale równie udany. Sałatka lekka i świeża, a sajgonki ciut inne od tych tradycyjnych – indyjska wariacja na temat papieru ryżowego :) 





Danie główne:  Warzywny manchurian – rodzaj pulpecików w sosie sojowym z chili, imbirem, czosnkiem i kolendrą. Do tego czosnkowy naan (tradycyjny rodzaj pieczywa). Nie sądziłam, że da się zrobić takie pulpety warzywne! Po powrocie do domu szukałam na YouTube jak przygotowuje się ten specjał. Chociaż smażone są na głębokim tłuszczu (jeśli dobrze sprawdziłam:) nie są chrupiące! Tworzą gładkie, miękkie kuleczki, które w środku mają aksamitny farsz. 



Hunter zamówiła bhinidi do piazza czyli okrę w sosie cebulowo-pomidorowym. Było to nasze pierwsze zetknięcie z tą rośliną. Okra nie należy do popularnych w Polsce produktów, za to w programach kulinarnych jest częstym gościem. Hunter smak okry w tym wydaniu przypadł do gustu. Uwaga! Danie dobrze sycące! :) 


Trzeba przyznać, że pora naszych odwiedzin była dość wczesna (mało „obiadowa”), jednak wśród gości ciężko było dostrzec Polaków. A szkoda! Łodzianie, otwieramy Wam oczy! Jednogłośnie oceniamy kuchnię restauracji jako wartą spróbowania. 

Masala chai - herbata podawana w tradycyjny sposób
Kolejna nasza wizyta na pewno nastawiona będzie na turecką cześć menu, chociaż ta w większej części proponuje dania mięsne. Niewątpliwie dla wielu z Was będzie to dużym plusem. Dziękujemy za miłą obsługę i możliwość poznania kucharza, który gotował dla nas tego dnia :)