W życiu nie zgadniecie gdzie wczoraj byłyśmy z Hunter ;) udało nam się w środowe popołudnie polecieć prosto do Indii! Nasze Indie mieszczą się przy ul. Piotrkowskiej 88. Z zewnątrz wyglądają bardzo niepozornie. Za to przeżycia smakowe były warte grzechu obżarstwa, jaki popełniłyśmy.
W związku z tym, że opinie na temat lokalu, na które można natknąć się w Internecie są zarówno bardzo pozytywne jak i bardzo negatywne chcemy opowiedzieć się głośno po jednej ze stron :) Przed wizytą w IstanbulTajmahal miałyśmy okazję bywać w Ganeshu. Można powiedzieć, że jest to konkurencyjna pod względem tematycznym sieć restauracji indyjskich. Nasze wspomnienia z tamtych wizyt były… ostre (dosłownie!), ale zaliczałyśmy je do udanych. Dzisiaj jednak zgodnie stwierdziłyśmy, że kuchnia IstanbulTajmahal bardziej nas przekonuje.
Widząc jak obszerne jest menu byłyśmy u progu ogromnego dylematu – co wybrać?! Zdecydowałyśmy się na dania tylko z pierwszej części menu czyli kuchni indyjskiej (restauracja oferuje kartę dań, która jest podzielona na indyjską i turecką). Ogromny wybór wegetariańskich potraw sprawia, że w starciu IstanbulTajmahal vs. Ganesh miażdżąca przewaga należy do pierwszego uczestnika. Indie to przecież miejsce, które słynie ze swoich nieograniczonych wegetariańskich możliwości – chyba najwyższy czas by Polacy zmienili swoje nastawienie i przekonali się, że można zjeść obiad, który jest sycący i pyszny, a nie ma w nim mięsa :)
Na początek: Dla Veggy – methi paneer czyli grillowany ser paneer z kozieradką. Dla Hunter zaś por pia che czyli warzywne sajgonki z dodatkiem makaronu ryżowego i thai ban vermicelli sea food salad (tajska sałatka z owoców morza i makaronu ryżowego). Od razu powiem, że chociaż nigdy nie miałam okazji próbować sera paneer, takiego jaki na co dzień je się w Indiach, to ten w porównaniu z innymi jedzonymi w Polsce był zdecydowanie najlepszy.
Niesamowity zielony kolor wyglądał bardzo egzotycznie, tak samo jak ciekawa forma podania. Kulinarny wstęp Hunter był nieco bardziej azjatycki, ale równie udany. Sałatka lekka i świeża, a sajgonki ciut inne od tych tradycyjnych – indyjska wariacja na temat papieru ryżowego :)
Danie główne: Warzywny manchurian – rodzaj pulpecików w sosie sojowym z chili, imbirem, czosnkiem i kolendrą. Do tego czosnkowy naan (tradycyjny rodzaj pieczywa). Nie sądziłam, że da się zrobić takie pulpety warzywne! Po powrocie do domu szukałam na YouTube jak przygotowuje się ten specjał. Chociaż smażone są na głębokim tłuszczu (jeśli dobrze sprawdziłam:) nie są chrupiące! Tworzą gładkie, miękkie kuleczki, które w środku mają aksamitny farsz.
Hunter zamówiła bhinidi do piazza czyli okrę w sosie cebulowo-pomidorowym. Było to nasze pierwsze zetknięcie z tą rośliną. Okra nie należy do popularnych w Polsce produktów, za to w programach kulinarnych jest częstym gościem. Hunter smak okry w tym wydaniu przypadł do gustu. Uwaga! Danie dobrze sycące! :)
Trzeba przyznać, że pora naszych odwiedzin była dość wczesna (mało „obiadowa”), jednak wśród gości ciężko było dostrzec Polaków. A szkoda! Łodzianie, otwieramy Wam oczy! Jednogłośnie oceniamy kuchnię restauracji jako wartą spróbowania.
 |
| Masala
chai - herbata podawana w tradycyjny sposób |
Kolejna nasza wizyta na pewno nastawiona będzie na turecką cześć menu, chociaż ta w większej części proponuje dania mięsne. Niewątpliwie dla wielu z Was będzie to dużym plusem. Dziękujemy za miłą obsługę i możliwość poznania kucharza, który gotował dla nas tego dnia :)